Tagi
W Jezioranach trampki kosztują 29,90, gdy ma się wątpliwości co do zakupu butów czy spodni, można je wziąć do domu i na spokojnie przymierzyć, a ekspedientki, gdy nie ma klientów, przed sklepy wystawiają stołki, opuszczają ramiączka bluzek i łapią trochę słońca. W Gdańsku nie do pomyślenia.
Dlatego tak lubię tu przyjeżdżać. Przed niewysokimi blokami stoją ławki, gdzie czasem po prostu, ot tak, wychodzi się i siada. Jest okazja, żeby do kogoś zagadać, przyuważyć znajomego, o co nietrudno w miasteczku, gdzie mieszka 3,5 tys. ludzi. W sobotę chodzi się tu po zakupy. Do masarni, piekarni, warzywniaka. Próżno szukać na półkach mazarelli, sera o błękitnej pleśni, suszonych pomidorów czy pesto. Ale można bez problemu znaleźć czas i ciszę. Dla nich mogę jeść schabowego i kiełbasę na zmianę.
Twarze są zwykle znajome, wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, a nawet trochę więcej. Trudno ukryć, że ktoś się rozwiódł, przyjechał, wyjechał, oszukał, został zwolniony. To największy minus takich miejsc. Plotka jest tu królową. Nawet do mnie, na co dzień oddalonej od rodzinnego miasta o dwieście kilometrów, czasem docierają ciekawostki na temat mojego życia. Gdyby nie one, z pewnością wiele bym o sobie nie wiedziała.
Myślę, że gdzie indziej jest tak samo, tylko trudniej o tym usłyszeć.
Tutaj, kto ma działkę, rano musi jechać otworzyć foliak. Wieczorem zamknąć. Po kartofle schodzi się do piwnicy, a sałatę, pomidory, rzodkiewkę zrywa się na działce i przywozi na rowerze. Na rowerze, który potem zostawia się pod blokiem i wcale nie trzeba przypinać go szyfrem do drzewa, rynny czy ławki. No dobra, chyba że był drogi. Wtedy lepiej nie ryzykować.
Nie trzeba też robić zakupów na cały tydzień, bo do sklepu idzie się minutę. W kapciach, dresach i bez makijażu.
Jest jedna szkoła, jedna poczta, jedna biblioteka, jeden kościół.
Pewnie mało kto z młodego pokolenia, kto tu został, docenia spokojne życie, jakie można wieść w niewielkim warmińskim miasteczku. Ci, co się wyrwali, na pewno doceniają.
Ale, czy można wrócić? Dzisiaj wymaga to chyba większej odwagi niż wyjazd w nieznane do wielkiego miasta.